<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
		>
<channel>
	<title>Komentarze do: Lewicowy bakcyl</title>
	<atom:link href="http://woyke.wordpress.com/2007/10/10/lewicowy-bakcyl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://woyke.wordpress.com/2007/10/10/lewicowy-bakcyl/</link>
	<description>estetyka, kultura, polityka</description>
	<lastBuildDate>Sat, 03 Oct 2009 19:27:35 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
		<item>
		<title>Autor: Piotr Woyke</title>
		<link>http://woyke.wordpress.com/2007/10/10/lewicowy-bakcyl/#comment-1701</link>
		<dc:creator>Piotr Woyke</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 11 Oct 2007 16:33:41 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://woyke.wordpress.com/2007/10/10/lewicowy-bakcyl/#comment-1701</guid>
		<description>Co do anachronicznych dyskursów, to i ja się nimi szczególnie nie zachwycam, bardziej oddziałowują one na mój gust estetyczny, jak każde &quot;paleo&quot; idee. Fascynuję się nimi bardziej jak sztuką i czasem staram się zauważać przenikanie niektórych elementów do realnej, dzisiejszej polityki. 

Co do &quot;Ostatniej Wieczerzy&quot;, to w mojej prywatnej ocenie nie dorównuje ona do &quot;Weisera...&quot;, &quot;Castorpa&quot; czy nawet &quot;Mercedesa-Benza&quot;, niemniej widzę w niej pewną wartość. Po pierwsze, jak już zasugerowałem w notce, doceniam pojawienie się akcentów politycznych, nawet jeśli nie są one specjalnie odważne, bo parodiowanie groteskowych ludzi pokroju Jankowskiego nie jest trudne. Postrzegam ostatnią książkę Huellego jako swego rodzaju dziennik, zbiór przemyśleń, uformowany w powieść. Osobiście lubię takie z lekka nieuporządkowane, lekko napisane utwory. Jedną z rzeczy, które je świetnie budują, są właśnie te modne, medialne &quot;grzyby&quot;. Dodając do tego fakt, iż autor na pewno załatwił przy okazji parę prywatnych porachunków (z jakimś artystą, bądź specyficznym prałatem), czuję, że otrzymuję zgrabnie sklejone refleksje pisarza, który siadał wieczorem z herbatą i myślał nad tym, co się zdarzyło. Nie jest to majstersztyk literacki, ale doceniam takie eksperymenty. &quot;Ostatnia Wieczerza&quot; była dla mnie po prostu bardzo przyjemną lekturę na zakończenie wakacji. Ot, cała tajemnica:)</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Co do anachronicznych dyskursów, to i ja się nimi szczególnie nie zachwycam, bardziej oddziałowują one na mój gust estetyczny, jak każde &#8220;paleo&#8221; idee. Fascynuję się nimi bardziej jak sztuką i czasem staram się zauważać przenikanie niektórych elementów do realnej, dzisiejszej polityki. </p>
<p>Co do &#8220;Ostatniej Wieczerzy&#8221;, to w mojej prywatnej ocenie nie dorównuje ona do &#8220;Weisera&#8230;&#8221;, &#8220;Castorpa&#8221; czy nawet &#8220;Mercedesa-Benza&#8221;, niemniej widzę w niej pewną wartość. Po pierwsze, jak już zasugerowałem w notce, doceniam pojawienie się akcentów politycznych, nawet jeśli nie są one specjalnie odważne, bo parodiowanie groteskowych ludzi pokroju Jankowskiego nie jest trudne. Postrzegam ostatnią książkę Huellego jako swego rodzaju dziennik, zbiór przemyśleń, uformowany w powieść. Osobiście lubię takie z lekka nieuporządkowane, lekko napisane utwory. Jedną z rzeczy, które je świetnie budują, są właśnie te modne, medialne &#8220;grzyby&#8221;. Dodając do tego fakt, iż autor na pewno załatwił przy okazji parę prywatnych porachunków (z jakimś artystą, bądź specyficznym prałatem), czuję, że otrzymuję zgrabnie sklejone refleksje pisarza, który siadał wieczorem z herbatą i myślał nad tym, co się zdarzyło. Nie jest to majstersztyk literacki, ale doceniam takie eksperymenty. &#8220;Ostatnia Wieczerza&#8221; była dla mnie po prostu bardzo przyjemną lekturę na zakończenie wakacji. Ot, cała tajemnica:)</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Fauconnier</title>
		<link>http://woyke.wordpress.com/2007/10/10/lewicowy-bakcyl/#comment-1700</link>
		<dc:creator>Fauconnier</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 10 Oct 2007 20:34:53 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://woyke.wordpress.com/2007/10/10/lewicowy-bakcyl/#comment-1700</guid>
		<description>Zjawisko, które opisujesz ma charakter ogólnoświatowy i jest już dość stare. Po początkowym załamaniu się klasycznego dyskursu lewicowego po upadku ZSRR, dość szybko, bo jeszcze w latach 90-ych, wyroiła się masa ruchów anty- i alter-globalizacyjnych z rozlicznymi guru (Octavio Ianni, Ignacio Ramonet, Lori Wallach, Manuel Vazquez Montalban, by wymienić tylko niektórych, spośród tych, którzy byli bardzo modni parę lat przed Zizkiem). U nas te idee nie miały specjalnego wzięcia bośmy pewnie jeszcze wtedy zbyt dobrze pamiętali realny socjalizm. Jeśli teraz to się wreszcie zaczyna przebijać to primo, dlatego że dorosło pokolenie, które komuny nie pamięta, stąd lokuje swój młodzieńczy idealizm w takich przebrzmiałych pomysłach, secundo, ponieważ po raz pierwszy mamy w Polsce sytuację tak totalnej ideologicznej dominacji partii prawicowych, bądź uważających się za prawicowe, przy jednoczesnej kompromitacji klasycznej postkomunistycznej lewicy. Naturalną rzeczy koleją ludzie o poglądach lewicowych rozpaczliwie szukają jakiejkolwiek alternatywy. Stąd sukces medialny Sierakowskiego i „Krytyki Politycznej”. 
Trochę mnie jednak dziwi, że traktujesz to zjawisko jako pozytywne i doszukujesz się w nim walorów jakiejś świeżości. Ja już tu kiedyś pisałem na Twoim blogu, że odrzucam ten dyskurs właśnie dlatego, że jest anachroniczny. Francuscy konserwatyści swego czasu ukuli zgrabne określenie na tę nową, „alternatywną” lewicę – „paleo-marksiści”. I to jest dobra nazwa. Ci ludzie są właśnie kompletnymi dinozaurami. Masz rację, że szkodliwi raczej nie są, ale też nic sensownego nam nie zaproponują. Są na to zbyt nietwórczy.
Ale właściwie nie o tym chciałem pisać. Zaintrygowała mnie pozytywna wzmianka o „Ostatniej Wieczerzy” Huellego. Naprawdę Ci się podobała? Ciekawym dlaczego. Pytam serio. Ja go bardzo lubię jako pisarza, ale tym razem mnie rozczarował. Wydaje mi się, że nie miał pomysłu na jedną konkretną diagnozę stanu religijności współczesnych Polaków, więc zamiast tego powrzucał do swojej powieści wszystkie modne, medialne tematy. Czego tu nie ma? Jest i problem homoseksualizmu i terroryści islamscy i patologie współczesnej sztuki nowoczesnej i koszta transformacji ustrojowej z kapitalistycznym rozbuchanym konsumpcjonizmem na czele i ksiądz Jankowski ze swoim antysemityzmem i płytka religijność na pokaz różnych oficjeli i Bóg jeden wie co jeszcze. Krótko mówiąc, za dużo grzybów w tym barszczu. Konstrukcja powieści się rwie i w końcu nie za wiele z niej wynika. Przyznaję, że jest to przynajmniej świetnie napisane. Widać znakomity warsztat pisarski ale jak dla mnie to trochę za mało. Krytyka zresztą też przyjęła tę powieść dość chłodno i wyjątkowo muszę się z nią zgodzić. Więc co Ciebie do tej książki przekonuje?</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Zjawisko, które opisujesz ma charakter ogólnoświatowy i jest już dość stare. Po początkowym załamaniu się klasycznego dyskursu lewicowego po upadku ZSRR, dość szybko, bo jeszcze w latach 90-ych, wyroiła się masa ruchów anty- i alter-globalizacyjnych z rozlicznymi guru (Octavio Ianni, Ignacio Ramonet, Lori Wallach, Manuel Vazquez Montalban, by wymienić tylko niektórych, spośród tych, którzy byli bardzo modni parę lat przed Zizkiem). U nas te idee nie miały specjalnego wzięcia bośmy pewnie jeszcze wtedy zbyt dobrze pamiętali realny socjalizm. Jeśli teraz to się wreszcie zaczyna przebijać to primo, dlatego że dorosło pokolenie, które komuny nie pamięta, stąd lokuje swój młodzieńczy idealizm w takich przebrzmiałych pomysłach, secundo, ponieważ po raz pierwszy mamy w Polsce sytuację tak totalnej ideologicznej dominacji partii prawicowych, bądź uważających się za prawicowe, przy jednoczesnej kompromitacji klasycznej postkomunistycznej lewicy. Naturalną rzeczy koleją ludzie o poglądach lewicowych rozpaczliwie szukają jakiejkolwiek alternatywy. Stąd sukces medialny Sierakowskiego i „Krytyki Politycznej”.<br />
Trochę mnie jednak dziwi, że traktujesz to zjawisko jako pozytywne i doszukujesz się w nim walorów jakiejś świeżości. Ja już tu kiedyś pisałem na Twoim blogu, że odrzucam ten dyskurs właśnie dlatego, że jest anachroniczny. Francuscy konserwatyści swego czasu ukuli zgrabne określenie na tę nową, „alternatywną” lewicę – „paleo-marksiści”. I to jest dobra nazwa. Ci ludzie są właśnie kompletnymi dinozaurami. Masz rację, że szkodliwi raczej nie są, ale też nic sensownego nam nie zaproponują. Są na to zbyt nietwórczy.<br />
Ale właściwie nie o tym chciałem pisać. Zaintrygowała mnie pozytywna wzmianka o „Ostatniej Wieczerzy” Huellego. Naprawdę Ci się podobała? Ciekawym dlaczego. Pytam serio. Ja go bardzo lubię jako pisarza, ale tym razem mnie rozczarował. Wydaje mi się, że nie miał pomysłu na jedną konkretną diagnozę stanu religijności współczesnych Polaków, więc zamiast tego powrzucał do swojej powieści wszystkie modne, medialne tematy. Czego tu nie ma? Jest i problem homoseksualizmu i terroryści islamscy i patologie współczesnej sztuki nowoczesnej i koszta transformacji ustrojowej z kapitalistycznym rozbuchanym konsumpcjonizmem na czele i ksiądz Jankowski ze swoim antysemityzmem i płytka religijność na pokaz różnych oficjeli i Bóg jeden wie co jeszcze. Krótko mówiąc, za dużo grzybów w tym barszczu. Konstrukcja powieści się rwie i w końcu nie za wiele z niej wynika. Przyznaję, że jest to przynajmniej świetnie napisane. Widać znakomity warsztat pisarski ale jak dla mnie to trochę za mało. Krytyka zresztą też przyjęła tę powieść dość chłodno i wyjątkowo muszę się z nią zgodzić. Więc co Ciebie do tej książki przekonuje?</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>
