Bywają w polityce takie problemy, które w gruncie rzeczy nie są bardzo ważne, ale z racji odpowiedniego nagłośnienia medialnego bądź presji widocznych środowisk, muszą być rozważone. Jednym z nich zdaje się być Karta Praw Podstawowych. Europa nagle zapomniała o Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela, więc postanowiła sobie stworzyć własny dokument o wzniosłych wartościach. Nie ma w tym nic złego. Skoro mamy się jednoczyć i unifikować, “ciemnemu ludowi” przyda się jakiś święty papier, coś pokroju “europejskiego dekalogu”. Unia musi wreszcie zacząć tworzyć wizerunek organizacji, która jest czymś więcej niż ścisłym związkiem gospodarczym. Jasne, istnieje masa pożytecznych programów edukacyjnych, kulturalnych itp, ale same, nawet najpiękniejsze fakty nie tworzą spoecznego odbioru. Dzisiaj, kiedy moloch ma już odpowiednią rozbuchaną biurokrację i miażdży w publicznym dyskursie partykularyzmy narodowe oraz religie, propozycje wspólnej konstytucji/traktatu/karty nie powinny nikogo dziwić, czy rozwścieczać. Takie rzeczy są nieuchronne.
W Karcie faktycznie jest kilka skandalicznych, choć pragmatycznych (a może populistycznych?) paragrafów o “zabezpieczeniu socjalnym i pomocy społecznej”. Godzi to w mój libertariański system wartości, ale opiekuńczość państwa w tej części świata i tak już jest od dawna świętością. Zresztą nie to jest przedmiotem protestów PiSu i innych przeciwników nowego dokumentu. Mniej lub bardziej dają oni do zrozumienia, że chodzi o karę śmierci, brak konkretów w sprawie aborcji itp., czyli sprawy przegrane, o które partie o zabarwieniu prawicowym nadal lubią walczyć. Zabawne, ale niedostatek precyzji w paragrafach jest właśnie wynikiem nawoływań konserwatystów. Nie oszukujmy się, Unia jest instytucją została założona przez mitycznych, pierwszych chadeków dla ich “wyzwolonych” przez koniec lat sześćdziesiątych dzieci. Mieni się mianem elastycznej i tolerancyjnej, ale nie potrafi uznać takich ludzi jak Rocco Buttiglione. Jeśli chce się stać poważnym projektem politycznym, powinna dać sobie spokój ze śmiesznymi, nieskutecznymi konsensusami i twardo postawić się sceptykom. Tych ostatnich przecież z roku na rok ubywa. Bez względu na to czy Europa ma akurat odchył na pseudoprawicę czy pseudolewicę, Holendrzy czy Francuzi to jednak społeczeństwa liberalne. Kiedy owe dwa narody odrzucały Konstytucję w referendach, odniosłem wrażenie, że UE ma problem z własnym, zbyt miękkim wizerunkiem. Narzucenie Karty Praw Podstawowych, która bezpośrednio wpływa na ustawy zasadnicze państw członkowskich wzmocniłoby Unię jako konfederację dążącą w dłuższej perspektywie do zjednoczenia.
Niegdyś Vaclav Klaus wypowiedział zdanie, które zrobiło na mnie wielkie wrażenie: “Nie jesteśmy eurosceptykami, po prostu nie chcemy być euronaiwni”. O ile czeskiemu mężowi stanu (za takiego prezydenta Pepików uważam) chodziło raczej o twarde stanowisko wobec różnych śmiechu wartych, unijnych propozycji, o tyle ja to rozumiem wprost jako pochwałę pragmatyzmu. Odnoszę wrażenie, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat, promując wejście do UE, polskie elity zapomniały o tym, że uczestnictwo w takiej organizacji to nie tylko wygodny fotel europosła, uśmiechnięte buzie kolegów z Zachodu i podarki w postaci dopłat. Chodząc na Paradę Schumana, nie chciały sobie zdawać sprawę z tego, że nie ma nic za darmo i każdy sojusz jest jakimś wyrzeczeniem. Jako uczeń, wiem jak skuteczne mity są tworzone w imię “integracji kontynentu”- w Unii wszyscy są równi, zaś Europejczycy będą się kochać wiecznie, chyba, że zabraknie na pensje dla eurobiurokratów. Oczywiście żartuję i przesadzam, ale myślę, że przydałoby się więcej realizmu w stosunkach z Brukselą. Nie w przypadku Karty- ona jest nieuchronna, najwyżej będzie miała inną nazwę. Myślę o różnych dziwacznych pomysłach, które pojawiają się np.w głowach posłów hiszpańskiej Partii Socjalistycznej, aby potem przepoczwarzyć się w jakieś groteskowe uchwały. Oczywiście ci socjaliści to tylko przykład. W każdym razie chodzi o to, że skoro w Unii wszyscy są równi, doprowadźmy do tego, aby Polska (i każdy kraj) miały takie możliwości jak Wielka Brytania. Ta ostatnia w wielu przypadkach wybiera sobie, które brukselskie ustalenia chce przyjąć, a które nie.
Wracając do dokumentu, od którego rozpocząłem mój wywód- szczerze powiedziawszy mało mnie on obchodzi, bo i przy obecnym kształcie UE, mało znaczy. W porównaniu z innymi wielkimi deklaracjami i traktatami, które widziała historia, ten wypada raczej marnie. Może to kwestia tego, że za dużo w nim konsensusu, albo i faktu, iż mnie wyjątkowo znudził. Pewnie dlatego, świetnie pasuje doń nazwa “Karta Praw Powtórzonych”.
To ja lepiej nie będę się odzywał – eurofederacjonista
Co masz na myśli pisząc, że w Unii wszyscy są równi? Karta pisze jedynie o równości ludzi, nie o równości krajów. Ty powołujesz się na tę zapisaną w Karcie równość by konkludować, że skoro tak, to „doprowadźmy do tego, aby Polska (i każdy kraj) miały takie możliwości jak Wielka Brytania”. Ale jedno wcale nie przekłada się na drugie. Po całej batalii o sposób liczenia głosów, w tym o mityczny pierwiastek, w sytuacji stopniowego, „nieuchronnego” jakbyś pewnie powiedział, odchodzenia od zasady jednomyślności na rzecz głosowania większościowego, jest przecież dość klarowne, że kraje unijne nie są równe. Tu już nawet nie ma co jechać Orwellem i silić się na sarkazm, że są kraje równe i równiejsze. Nie, one są po prostu nierówne, i to również na poziomie oficjalnych deklaracji (bo przecież sposób liczenia głosów jest taką deklaracją). Nikt nie udaje, że głos Luksemburga, czy Litwy jest równy głosowi Niemiec. I w sumie dobrze, bo to zawsze odrobinę hipokryzji mniej.
Co do samej Karty, zgadzam się, świstek bez znaczenia, nieudolnie naśladujący Powszechną Deklarację Praw Człowieka i Obywatela. „Karta Powtórzonego Prawa” to bardzo trafne określenie – będę puszczał w obieg. Nie znaczy to jednak, że ten świstek można i trzeba bezrefleksyjnie przyjmować. PO pewnie nie chce Karty, bo boi się weta prezydenta, może też trochę części swojego, co bardziej konserwatywnego elektoratu, ale to pewnie mniej. Ja mam trochę inną obiekcję. Otóż o ile uważam, że konkretne zapisy z Karty są niegroźne, o tyle obawiam się, że stwarza ona piękne pole do falandyzacji. Kiedy wyobrażam sobie co też unijni urzędnicy bądź unijne sądy mogą potencjalnie „wydedukować” np. z artykułów o „należytych i sprawiedliwych warunkach pracy” albo o „ochronie środowiska”, by uciec się tylko do dwóch przykładów, to nie jest mi do śmiechu. Dlatego trochę buntuję się przeciw Twojemu fatalizmowi. Karta „jest nieuchronna, najwyżej będzie miała inną nazwę”. Nie przeszkadzałoby mi to gdyby miała pozostać martwą literą, ot szumną deklaracją wysmażoną przez eurokratów za pieniądze podatników. Ale obawiam się, że tak nie musi być. Może ona stać się bazą dla forsowania właśnie różnych „dziwacznych pomysłów, które pojawiają się np. w głowach posłów hiszpańskiej Partii Socjalistycznej, aby potem przepoczwarzyć się w jakieś groteskowe uchwały”. Problem jaki mam z Twoim rozumowaniem sprowadza się do Tego, że skoro raz wszedłeś na drogę myślenia w kategoriach politycznej nieuchronności, to logicznie wynika z niej, że skoro powiedziało się A, to teraz trzeba powiedzieć B itd… A tego byś przecież nie chciał. Może więc dyskusja o zasadności przyjęcia Karty teraz, nie jest aż tak bezprzedmiotowa jak sugerujesz?
[i]W Karcie faktycznie jest kilka skandalicznych, choć pragmatycznych (a może populistycznych?) paragrafów o “zabezpieczeniu socjalnym i pomocy społecznej”. Godzi to w mój libertariański system wartości, ale opiekuńczość państwa w tej części świata i tak już jest od dawna świętością.[/i]
Fajnie jest byc libertarianinem na utrzymaniu rodzicow, nie?
Owszem, fajnie.
Zapomniales o jednej rzeczy. KPP daje UE osobowosc prawna, wspolna polityke zagraniczna i kilka innych rzeczy. W zwiazku z tym definiuje tez podstawy prawne obowiazujace w UE. Co nie jest w prawie, tego nie ma. I dowolne panstwo UE mogloby sie powolywac na to, gdyby przyszlo mu do glowy np. poolewac sobie nieco Prawa Czlowieka.
A polski rzad to tchorze i klerykalne pacholki, bo nie podpisali wbrew wczesniejszym zapowiedziom. Wyslac TUska do Watykanu, niech tam sobe rzadzi.
Seji: A teraz wyobraź sobie, kraj europejski, który otwarcie olewa Prawa Czlowieka, a raczej wyobraź sobie gromy, które nań spadną:)
Co do podpisania, to przecież podpisali, a że jakiś protokól się po drodze nawinąl…;)
Nie podpisali KPP. Bo biskupom sie nie spodobalo.
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,4761024.html
I chodzi o rpawne zdefiniowanie podstaw Unii jako struktury prawnej. Bo inaczje argumentem by bylo, ze skoro UE – majaca osobowosc rpawna – nie ma np. paw chroniacych wolnosc jednostki, to w ramach UE mozna sobie te wolnosc potraktowac z buta.