Swego czasu bywałem podirytowany, gdy obcując z mediami, które u nas zwie się “liberalnymi”, czytałem o Marcu’68 jak o jakimś pierwszym wielkim, antykomunistycznym wystąpieniu. Irytowało mnie porównywanie “biletów w jedną stronę” do Holocaustu, subtelne przylepianie niektórym historykom miana “pogrobowców Moczara”, a w szczególności stawianie znaku równości pomiędzy rozruchami w Niemczech i Francji, oraz tymi w Polsce i Czechosłowacji. Szczególnie uderzało mnie jednak budowanie marcowego mitu, jakby to on miał się stać początkiem drogi do III RP. Oczywiście każdy pisze historię pod własną legendę, ale w pewnym momencie wydawało mi się, że środowisko związane z KORem nieco się wywyższa ponad innych, zapominając o innych grupach opozycyjnych.
Wreszcie pewnego pięknego, weekendowego poranka (ostatnio takie bywają), czytając wywiad naiwnego dziennikarza z “Aktivista” z Janem Lityńskim, pogodziłem się z czymś, co już od dawna mi chodziło po głowie.
Nie wdając się w teorie spiskowe, jakie klasyczni “prawicowcy” snują przy piątym w piwie- studenci, którzy protestowali czterdzieści lat temu, byli dziećmi socjalizmu. Ich idee wyrosły na gruncie narzuconego z zewnątrz systemu. Ich priorytetem nie było przykładowo ujawnienie prawdy o Katyniu, czy przywrócenie święta 3 maja. Chodziło o obronę wyrzuconych z uczelni kolegów, a i pewnie Praska Wiosna robiła na nich wielkie wrażenie. Adam Michnik sam ostatnio przyznał w wywiadzie, że ówczesna tłumaczenia przed sądem do dzisiaj czynią z niego w oczach wielu ludzi komunistę. Ludzie pokroju Karola Modzelewskiego, Jacka Kuronia, czy samego redaktora naczelnego Wyborczej, nigdy nie ukrywali swoich sympatii lewicowych. Pewne elementy marksistowskiej dialektyki, cynizm, sympatia do niektórych aparatczyków a także pewna skłonność do kopania dołków pod samym sobą (ujawniła się przy okazji afery Rywina) czynią z Michnika świetnego oponenta politycznego, ale i ośmieszają ludzi mówiących o “zdradzie w Magdalence” i “nieludzkim Szechterze”. Trauma, którą przeżyło w 1968 roku środowisko współtworzące potem KOR, niewątpliwie wpłynęła na drogę, którą obrali w walce z komunistami. Przy tym nie można zapominać o innych pokrzywdzonych wówczas, niemniej to środowisko, nazywane “lewicą laicką” najskuteczniej walczyło później o swoje cele.
Do 1989 roku zdarzyło się bardzo wiele. Zacząłem mówić o Lityńskim, który stwierdził wprost, że IV RP wprost wynika z jakiegoś braku mitologicznego polskiej prawicy, który polega na tym, iż transformacja ustrojowa została dokonana przez ruchy lewicowe. Obiektywnie patrząc, presję kilku milionów ludzi pracy (wynikającą z gwałtownie pogarszającej się sytuacji w kraju) wykorzystała grupa sprytnych ludzi z własnym pomysłem na Polskę. Nieprzypadkowo, wśród nich byli m.in.Michnik i Kuroń, a także bliski im Geremek. Zmusili oni władze do zawarcia porozumienia, myśląc, że wyłoniony spośród robotników, prosty przywódca (Wałęsa) będzie łatwy do manipulowania. To, że elektrykowi-prezydentowi zamarzyła się samodzielna kariera to już inna sprawa. Z takiego punktu widzenia, marzec 1968 roku faktycznie zdaje się być początkiem przemian. Wydaje mi się, że takie problemy RP jak słabe społeczeństwo, niestałość polityczna i łatwowierność wyborców mogą się brać właśnie przez to, że zmiany w 1989 roku były na wskroś marksistowskie. Kręgosłupem zmian była ekonomia, a nie na przykład jakaś wzniosła ideologia. Nie była to klasyczna rewolucja, tylko wymiana ekipy rządzącej i ustroju na inny. Może gdyby czterdzieści lat temu niektórzy intelektualiści i politycy nie zawiedli się na komunistycznej biurokracji, historia wyglądałaby zupełnie inaczej?
Polscy dziennikarze często lubią porównywać nasz kraj z Hiszpanią. Bo tam również jest silny Kościół, zgodnie rozstano się z dyktaturą i zaczęto się bawić w demokrację. Pomijając absurdalność porównań Jaruzelskiego z Franco, często nie zauważają wymienionego wyżej powodu, czyli powodu przemian. Tego, że u fundamentu dyktatury frankistowskiej legł wielki ideologiczny spór, który rozgrywano przez kilka lat w bardzo krwawym pojedynku. W Polsce nie było żadnej wojny domowej, choć chwała IPNowi za promowanie wiedzy o powojennej konspiracji. Polska naszych dziadków, bądź rodziców stała się łupem wielkiego imperium, pierwszego swego rodzaju w dziejach. Mocarstwa, które wykorzeniało z tradycji politycznych. To przykre, ale nie wyobrażam sobie Kornela Morawieckiego wkraczającego na czele kolumny partyzantów do Sejmu. Co gorsza, nawet jeśli, to obawiam się, że mógłby zostać wyśmiany. Kompromis zawarty przez ludzi uświadomionych wydarzeniami z ‘68 roku z moczarowcami-moderatami (Jaruzelski itp) wydaje mi się być o wiele bardziej logiczniejszy.
Nawet Kaczyńscy nie uciekali prawie dwadzieścia lat temu od okrągłego stołu (domyślcie się kto był autorem pomysłu koalicji OKP z ZSL i SD). Czy w tej sytuacji faktycznie nie ma sensu “rozdrapywanie ran”, “marnowanie pieniędzy” na politykę historyczną i prowadzenie tej “bestialskiej” lustracji? Nie, właśnie teraz zaczyna nabierać sensu, co więcej za jakieś 20-25 lat, kiedy do władzy dobierze się już nowe pokolenie (a może już wtedy nie będziemy mieli żadnej suwerennej władzy?) powyższe stanie się naprawdę potrzebne. Właśnie teraz, gdy PRL powoli przechodzi do tej mniej “żywej” historii, można się zabrać za prawdziwe, naukowe opracowywanie jego dziejów. Problemem jest oczywiście wykorzystywanie np.IPNowskich badań do ewentualnych celów politycznych, ale też coraz bardziej maleje grupa ludzi, których obchodzi czy ktoś miał teczkę, czy może nie.
Może i “zgniły” kompromis w 1989 roku był konieczny. A może nie? Mniejsza, aby to ocenić powinniśmy najpierw pozwolić zbadać w spokoju pięćdziesiąt lat reżimu. Dopóki poważni profesorowie będą nienawistnie nazywać pracowników IPN “pseudohistorykami”, będzie to o wiele trudniejsze.
IPN to zbedna, nienawistna instytucja, sluzaca propagowaniu polityki historycznej, nienawisci, moczeniu ludzi i marnowaniu pieniedzy.
Historia jest dla historykow, a nie sledczych. Ja chce widziec inwestycje, rozwoj nauki, a nie babranie sie w starych papierzyskach i stawianie pomnikow mordercom (Ogien).
Dzialanosc IPN sluzy wypaczaniu i falszowaniu obrazu PRL. PRL byl, jaki byl, ale nie byl to czas terroru (poza okresem stalinowskim), jaki pseudonaukowacy z IPN maluja za moje pieniadze z podatkow.
Rozgonic towarzystwo, a pieniadze wpompowac chocby w praktyki dla studentow – moze byc nawet historii.
Zas co do “studenci, którzy protestowali czterdzieści lat temu, byli dziećmi socjalizmu” – oczywiscie, ze byli. Wszyscy inni tez – wystarczy popatrzec na postulaty z sierpnia 1980, to czysty socjalizm.
Tak, mnie też śmieszyły głodne kawałki wygłaszane przez profesorków, polityków i dziennikarzy z ‘68 – “my walczyliśmy o wolność i demokrację!” Dobre sobie. Podobnie irytuje mnie robienie z Holoubka świętego, który natchniony przez Mickiewicza poprowadził lud na barykady do walki z opresyjnym reżimem, w imię socjalistycznych ideałów. Prowokacja z 1968 jako element walki politycznej frakcji w PZPR zdaje się urastać do rangi co najmniej drugiego Poznania. Ale cóż począć, kiedy dziś na wpływowych stanowiskach są osoby pałujące i pałowane właśnie w tamtym roku?
Trochę dzieł o historii PRL już powstało. O samym Marcu 1968 jest choćby monografia Jerzego Eislera jeszcze z lat dziewięćdziesiątych, chyba nienajgorsza. Problemem jednak nie jest wiedza akademicka, gdzie prawda się jakoś w końcu przebije, tylko pamięć potoczna o wydarzeniach, obecnie bardzo silnie zmitologizowana i to nierzadko piórami największych naszych pisarzy. Weź sławne ‘Jest ONR-u spadkobiercą partia’ Miłosza. Historycy mogą sobie o prawdziwym przebiegu marca napisać całe tomy, a i tak będą one społecznie mniej nośne niż miłoszowska bzdura. Bo ta bzdura ma za sobą siłę wielkiej poezji i wielkiego mitu, o potężnej propagandzie już nawet nie wspominając. Jak się przeciwstawić czemuś takiemu?
W weekendowym ‘Dzienniku’ był artykuł Michalskiego, który mnie przygnębił. Autor opisał w nim obecną sytuację jako wojnę dwóch polityk historycznych, dwóch równorzędnych dyskursów o marcu. W ogóle mu nie przyszło do głowy, że jeden z tych dyskursów, nazwijmy go skrótowo IPN-owskim, jest oparty na szukaniu prawdy obiektywnej o wydarzeniach, a drugi, nazwijmy go michnikowskim, na szerzeniu mitu kompletnie oderwanego od rzeczywistości. Michalski, jak gdyby nigdy nic, postawił między nimi znak równości. A najbardziej przerażające jest to, że był to przy tym wszystkim i tak jeden z najodważniejszych i najtrzeźwiejszych artykułów o marcu jakie się w ogóle ostatnimi laty ukazały w wysokonakładowej prasie. Bo tłem dla niego jest np. wypowiedź Żakowskiego, który właśnie ostatnio uznał za spadkobiercę Moczara… Ryszarda Bugaja, za to, że ten ośmielił się skrytykować Geremka i coś tam ciepłego powiedzieć o Kaczyńskich. Taki jest dzisiaj poziom ‘dyskusji’ o marcu w wiodących mediach. I to pokazuje ile jest jeszcze do zrobienia na polu walki o naszą pamięć historyczną.
Seji: Po pierwsze, w IPNie pracują historycy, a nie śledczy. To, że paru profesorów i polityków, którym nie leży rozdrapywanie ran, twierdzy, że to “gówniarze, którzy nie wiedzą jak się wtedy żylo”, nie świadczy jeszcze o tym, że są śledczymi na uslugach rządzącej partii.
Po drugie, sprawa “Ognia” jest faktycznie kontrowersyjne (IMO zbyt szybko polecieli z tym pomnikiem), ale weź pod uwagę, że dowody na mordowanie Żydów i Slowaków są dosyć mgliste, zaś na bohaterstwo wielu jego partyzantów- jasne.
Po trzecie, wlaśnie to stwierdzilem, że przewrót opierany na robotnikach nie mógl być niesocjalistyczny.
rafael: Myślę, że to nie jest kwestia tego, kto siedzi na stanowiskach, ponieważ problem zniknie z czasem. Wydaje mi się, że ważniejsze jest to o czym piszesz na początku, czyli tworzenie falszywego obrazu roku 1968 jako wydarzenia bardziej przelomowego niż ‘56 czy ‘70.
Fauconnier: Monografia Eislera jest bardzo dobra, co więcej uznawane przez znaczną większość świadków i uczestników tamtych zdarzeń za obiektywną.
Co do Michalskiego, naszego “drugiego Michnika” to już od pewnego czasu trudno jest się zorientować o co facetowi chodzi, oprócz bycia jak najbardziej oryginalnym.
“Historia jest dla historykow, a nie sledczych. Ja chce widziec inwestycje, rozwoj nauki, a nie babranie sie w starych papierzyskach i stawianie pomnikow mordercom”
co historycy robią,jak nie poznają przeszłość i rozgrzebują ją?
warto znac prawde a nie oszukiwac sie ze czegos nie bylo albo to olac.
@VanityFair
Historycy badaja przeszlosc, zeby ustalic fakty, a nie wyciagac komus dzaidka z obcej armii albo naginac rzeczywistosc do czyjejs polityki. Jest roznica miedzy ustaleniem, ze Boleslaw Smialy zabil biskupa-zdrajce, a twierdzeniem, ze podniosl reke na duchownego.
@Wojewoda
Kto pracuje w IPN, bylo widac wyraznie w czasie rzadow PiS – i widac dalej, starczy poogladac TVP1 – ostatnio idzie ciag przedstawien na bazie papierow z IPN.
Ogien – ciekawe, dlaczgeo Slowacy do dzis go nienawidza. Moze maja urojenia? Moznaby jeszcze cos z okazji zajecia Zaolzia zorbic, jakas mala bibke.
“Może gdyby czterdzieści lat temu niektórzy intelektualiści i politycy nie zawiedli się na komunistycznej biurokracji, historia wyglądałaby zupełnie inaczej?”
Jasne! Gdyby nie KOR robotnicy mieliby w głębokim poważaniu jakąkolwiek politykę – spełnienie postulatów gospodarczych pewnie uspokoiło by sytuację na jakiś czas, aż do kolejnego razu i tak by się gospodarka socjalistyczna kulała. Brak fermentu politycznego = blok wschodni żyje dłużej.
Skoro przy temacie jesteśmy – spotkałem się z opinią, że jedynie problemy ekonomiczne są w stanie popchnąć Białorusinów do zdecydowanych kroków przeciwko dzisiejszemu reżimowi. Abstrakcyjne idee demokratyczne nie mają szans z niezadowoleniem drobnych przedsiębiorców i robotników, którym władza utrudnia życie, borykając się z własnymi problemami gospodarczymi.
A tak w ogóle to witam się ponownie w blogosferze ze wszystkimi
. Ten komentarz miał, co oczywiste, na celu bezczelną reklamę reaktywowanego blogu mego
Seji: Co bylo widać w trakcie rządów PiSu? Teatr Telewizji możesz oceniać od strony artystycznej, ale nikt nie zaprzeczy temu, że ukazywane w nim rzeczy wydarzyly się. Po latach dennych programów w stylu “Kabaret Olgi Lipińskiej” milo jest wreszcie zobaczyć coś z sensownym przekazem. Polska pamięć historyczna na wiele lat zostala skażona przez opowieści o politoficerach, którzy się kulom nie klaniali. W miastach nadal stoją pomniki “bohaterstwa” Armii Czerwonej. Spektakle takie jak “Inka’46″ mają szanse pokazać ludziom, że walka z komuną to nie tylko lata osiemdziesiąte, a także o wiele więcej.
Co do pracowników IPN, to pracując w takich archiwach niewątpliwie trudno mieć politycznie poprawne poglądy, niemniej nie uważam, żeby sympatie partyjne tamtejszych naukowców rzutowaly na badania.
Urko: Witamy:) Co do Bialorusinów, to być może owe klopoty są calkiem blisko, biorąc pod uwagę tarcia pomiędzy Lukaszenką, a Rosją.
Seji
IPN robi więcej niż ci się wydaje, patrzysz na to jak na instytucję, która zajmuje sie znajdywaniem nowych zbytecznych informacji, dzieki ktorym moze pozniej naginac fakty. Ale mimo tego o czym huczy w TVNie czy innych mediach, mimo tego ze zdarzalo sie by jakies partie wykorzystywaly niektore IPN-owskie informacje, instytucja ta robi przeciez dużo więcej. Nie mozna jej skreslac tylko dlatego ze z mediow przekonujemy sie o jej zlej naturze. Moim zdaniem trzeba rozliczyć się z przeszłością, bo wielu rzeczy jeszcze nie wiemy a wypadałoby wiedziec.
@Vanityfair – to robi IPN: http://my.opera.com/Seji/blog/zajecia-warsztatowe
A zamiast rozliczac sie z przeszloscia, trzeba poprawic infrastrukture komunikacyjna. IPN nie bada przeszlosci, on rozlicza ludzi. Na rozlicznaiu ludzi nie zbudowano zadnej porzadnej gospodarki. No, chyba ze masz na mysli kuwete dla kota.
@Wojewoda
Widac bylo, po co jest IPN – instytucja na wskros prawicowa.
Pomniki zolnierzy, ktorzy polegli, zebys mogl sobie na nich pluc w sieci? Oczywiscie, ze maja stac. Polityka to jedno, szeregowy idacy na rozkaz do walki to drugie. Tak, ci ludzie zgineli tez za to, zebys dzisiaj mowil po polsku – bo zdaje sie, ze sie poczuwasz do bycia patriota, o ile pamietam. Doskonale wiesz, ze dla mnie jest obojetne, czy na tym zapyzialym kawalku ziemi miedzy Odra a Bugiem sa leje postnuklearne, niemieckie place zabaw dla dzieci czy jeden wielki supermarket, ale akurat do zolnierzy Armi Czerwonej szacunek mam – za to, ze tu byli i zgineli walczac o kolejne miasta. Mimo, ze mi wywiezli pradziadka wglab Rosji za udzial w AK i WiN.
Zas co do kabaretu Olgi Lipinskiej, to jego sie rozumie, jak sie ma 20-kilka lat. Nie wczensiej – wtedy wydaje sie nudny i niesmieszny, a to jest akurat cholernie inteligetny humor, choc trzeba byc dobrze oblatanym w polityce, zeby zalapac wszystkie aluzje.
Niezły, syntetyczny artykuł o szerokim kontekście wydarzeń marcowych znalazłem dziś na blogu Chodakiewicza “Marzec 68 – koniec legendy” – http://chodakiewicz.salon24.pl/ Do zapoznania się.