Radosław Sikorski zaimponował mi dzisiaj. Za twardą postawę wobec francuskich i niemieckich dyplomatów podczas szczytu NATO w Bukareszcie należą mu się brawa- to nie ulega wątpliwości. Przypomina mi to jego lepsze momenty w polityce, kiedy jeszcze potrafił zabłysnąć bon motem albo celnym komentarzem. Zresztą nadal jest to jeden z moich ulubionych polityków, jeden z nielicznego grona tych w których upatruję “Aleksandra Kwaśniewskiego rodzimej prawicy”. Bawi mnie jedynie to, że w mediach nie pojawiły się od razu pełne gniewu komentarze o “budzeniu resentymentów” (jak można śmieć w obecności kanclerz Merkel mówić, że Polska ma “długą pamięć”?). Przecież to “wzięty rodem z XIX-wieku, nacjonalistyczny sposób uprawiania dyplomacji”, a może nawet w naszym korpusie dyplomatycznym odżywają “duchy fotygizmu”?
Cóż, trochę żałuję, że dziennikarze nie są już tak zapalczywi w ratowaniu dobrego wizerunku Polski w światowych mediach, jak przed październikiem 2007 roku. Mniejsza, mam nadzieję, że uprawiając dyplomatyczną sztukę we własnym dworku, minister Sikorski będzie równie bezpośredni.
chyba czytalismy inne teksty