
Barack Obama prezydentem Stanów Zjednoczonych. Oczywiście należało się tego spodziewać, niemniej wielu z nas nadal nie może ochłonąć. Pomimo mojego małego, prywatnego endorsement dla McCaina, muszę przyznać, że 4 listopada to wielki dzień. Nie da się pozostać obojętnym wobec prezydenta-elekta i jego oratorskich zdolności, odwagi a także dosyć wysmakowanej estetycznie kampanii wyborczej. Przez jego wszechobecność w mediach sam podświadomie nabieram pewnej nadzieji, a także strachu. Czego się bać? Rahm Emanuel, okrzyknięty przez pełnych wiary Polaków naszym przyjacielem, zaś przez Obamę mianowany szefem administracji Białego Domu słusznie stwierdził, że wielki kryzys to moment, gdy społeczeństwo przymyka oko na radykalne zmiany. Gdyby dzisiaj w Ameryce było jak w “złotej”, clintonowskiej erze nikt by zapewne nie pozwolił na wprowadzenie powszechnych ubezpieczeń zdrowotnych. Dziś Obama będzie mógł szarżować z takimi projektami. Nie wierzę we współczesny New Deal, podobnie jak w zalegalizowanie aborcji, niemniej obawiam się, że na Bliskim Wschodzie ludzie nowego prezydenta mogą zrobić gorszy bałagan niż George W. Bush. Z drugiej strony, na stanowisku sekretarza obrony ma pozostać Robert Gates, więc może nie będzie szybkiego wyjścia z Iraku i pozostawienia go na pastwę “braci” z Iranu?
Sukces Baracka Obamy dowodzi, że nie można przyrównywać Stanów Zjednoczonych do zachodniej Europy. Owszem, to ten sam krąg kulturowy, niemniej Ameryka opiera się na zupełnie innych fundamentach. USA od samego początku przyjęły republikańską formę i pomimo niewolnictwa, rasizmu, inwigilacji obywateli oraz Guantanamo powinno się je poddawać innym kryteriom niż np.Hiszpanię czy Polskę. Piję w tym momencie do ludzi, którzy chcieliby bezkrytycznie importować amerykańskie wzorce do Europy- choćby do SLDowskich mędrków, którzy myślą, że rozumieją trendy i głowią się jak wyprodukować własnego Obamę. Najbardziej mnie jednak irytuje powtarzana ze zdumiewającą regularnością co kilka lat mantra o rychłym upadku największego, światowego mocarstwa. Dzika satysfakcja z jaką niektórzy porównują Stany do imperium rzymskiego i wieszczą ich rozpad. Demonstracyjne, czynione po raz setny wyrzucenie “Końca historii” do kosza i pomachanie wykresami świadczącymi o potędze chińskiego “kapitalizmu”. Wreszcie, zupełne niezrozumienie fenomenu Ameryki, jedynego kraju z prawie 300-letnimi tradycjami republikańskimi, który miał je od samego początku. Większości osób trudno jest spojrzeć na politykę z szerokiej, historycznej perspektywy. Stany Zjednoczone to wielki eksperyment, który nadal trwa. Przecież wygrana Obamy to przede wszystkim niespotykana dotąd wielka zmiana estetyczna- nie umniejszając jego faktycznych, wielkich zdolności przywódczych.
Estetyczna czy nie, poczekajmy na jakieś działania. Póki co mamy tylko deklaracje i ogólniki.
ja się pytam kiedy w Polsce będzie podatek liniowy!???????????
przecież premier obiecał…
New Deal jest rzeczywiscie malo prawdopodobny szczegolnie dlatego ze Obama sie otacza clintonowskimi doradcami, a ci tak zwani “nowi demokraci” (bardzo centrowi gospodarczo) sceptycznie patrza na takie projekty, niemniej jestem przekonany ze uniwersalne swiadczenia medyczne to tylko kwestia czasu, czy to sie stanie za 4 lata czy za 10 lat. Obama w wyborach nie byl za nimi (tym sie roznil od clinton i edwardsa) ale napewno zrobi wszystko zeby stworzyc przynajmniej jakis quasi-uniwersalny plan bo przeciez 40 milionow amerykanow nie ma kompletnie zadnego ubezpieczenia. mozna sie zgadzac z koncepcja narodowej sluzby zdrowia albo nie, ale jedno jest pewne ze te 40 milionow wyborcow (w ktorym ogromna czesc to “small-town” konserwatywni republikanie) bedzie bardzo dobrze patrzylo na prezydenta ktora da im ubezpieczenie. Ponac tego najbardziej republikanie sie boja: utraty tych small-town wyborcow ktorzy moga glosowac na demokrate poprzez ten projekt.
zgadzam sie calkowicie z tym ze SLD (ani zadna inna aprtia w polsce) nie moze stowryz swojego obamy, bo duza czesc jego sukcesu to wlasnie przeciwstawienie sie elitom partyjnym.
zgadzam sie tez z tym ze USA nie jest na jakies drodze do upadku. w wywaidzie ostatnio thomas friedman mial cikawy pomysl jak kontynuowac pozycje USA: poprzez danie zielonej karty kazdemu studentowi z zagranicy ktory w USA zrobi doktorat, przez co USA bedzie kontynuowac “spijac pianke z kawy” hehe
na marginesie, aborcja jest legalna w USA od 1973 roku:)