Skończyły się wybory prezydenckie w USA i nie ma o czym pisać. Żartuję oczywiście, niemniej ostatnio trudno mi wykrzesać coś sensownego. Dawno nie polecałem żadnych tekstów. Dzisiaj o…
…historycznym wydarzeniu jakim jest obalenie najsłynniejszego “pragmatycznego” argumentu przeciw stosowaniu kary śmierci. Oczywiście nie zmienia to niczego w rozważaniach etycznych na ten temat, niemniej powodem do westchnień jest fakt, że o wieloletnich badaniach profesora Mocana powiadomił New York Times. Tak jest, twierdza amerykańskiej liberalnej lewicy. Teraz wyobraźcie sobie “Rzeczpospolitą” publikującą artykuł opisujący przykład dwóch gejów, którzy dobrze wychowali dziecko. Albo “Gazetę Wyborczą” rozczulającą się nad ludźmi, którym życie zniszczyły składane przez kolegów donosy w czasach PRLu.
Usprawiedliwiając “Rzepę”- jest to jedyny polski dziennik, który w ogóle napisał o całej sprawie.
…świetnym wywiadzie z Wojciechem Albińskim przeprowadzonym przez Katarzynę Bielas. Przed lekturą tegoż nawet nie słyszałem o nazwisku tego pisarza. Po, jestem bliski kupienia którejś z jego książek. Relacje Albińskiego zarówno z czasów wojny jak i z podróży po Afryce są frapujące. Z jednej strony mowa jest o ciemnych, smutnych sprawach, zaś z drugiej wszystko jest opowiedziane spokojnie, z dystansem.
…biografii Robespierre’a autorstwa Jana Baszkiewicza. Oto dobra książka do podróżowania komunikacja miejską, pomimo swojej “biograficznej” formy. Pouczająca, otwarcie stronnicza i napisana świetnym piórem. Sam profesor Baszkiewicz to podobno niezwykle sympatyczny człowiek, co niezwykle kontrastuje z próbami, które podejmuje próbując wczuć się w wielkiego jakobina i usprawiedliwiać jego politykę. Żeby nie było- jest to świetne i wiarygodne źródło wiedzy. W chwili, gdy kończę notkę, na Allegro leży egzemplarz z opcją “kup teraz” za 2,50 zł. Czasem lepiej kupić książkę niż “Żubra” w butelce.
“Czasem lepiej kupić książkę niż “Żubra” w butelce. ”
Złote myśli studenta politologii :>
Dzięki za oba linki. Ciekawe.
Hmm, ale to, co piszesz przy pierwszym linku, jest baaardzo niedokładnym streszczeniem artykułu. Tam niczego jeszcze nie dowiedziono, a tym bardziej nie obalono. Sami zainteresowani wypowiadają się raczej ostrożnie. To jest ciekawy wstęp do nowej dyskusji, ale nadal jeszcze daleko do ostatecznych wniosków.
Pozdrawiam
Staszek
Baszkiewicz to rzeczywiście bardzo sympatyczny człowiek, na ile mogłem to ocenić poznawszy go przelotnie, i rzeczywiście kontrastuje to z jego poglądami, dość skrajnymi delikatnie mówiąc. Natomiast dziwię Ci się, że przypisujesz mu świetne pióro. Różne rzeczy można o Baszkiewiczu powiedzieć, ale styl to on ma akurat przyciężki.
Natomiast czy jego biografia Robespierre’a to świetne źródło informacji? Polemizowałbym. Nie chodzi nawet o to, że jest to książka stronnicza, ale przede wszystkim o to, że jest anachroniczna. Baszkiewicz napisał ją w latach 70-ych, gdy we Francji wciąż jeszcze królowała niepodzielnie marksowska historiografia Rewolucji, a ton nadawał Albert Soboul i jego koledzy z Francuskiej Partii Komunistycznej. Z takich też źródeł Baszkiewicz korzystał. Ale od tamtych czasów trochę się jednak we Francji zmieniło, a w historiografii Rewolucji pojawił się choćby niejaki Francois Furet i jeszcze parę innych osób. W efekcie dziś się już o Robespierrze w sposób równie toporny i jednowymiarowy nie pisze. Nawet we Francji. Nawiasem mówiąc ta zmiana percepcji nie dosięgła jedynie książek akademików, ale zaznaczyła się szerzej. Gdzieś czytałem, że podobno obecnie we Francji nie ma już ani jednej ulicy Robespierre’a, podczas gdy wciąż jeszcze na setki można liczyć ulice i place Dantona, czy La Fayette’a. To znak, że Francuzi jednak zaczynają się trochę wstydzić swojej przeszłości.
Natomiast problem Polski polega na tym, że książka Baszkiewicza jest bodaj jedyną szeroko dostępną na naszym rynku biografią Robespierre’a. Nie mamy nic świeższego i uczciwszego. W efekcie młodzi studenci politologii z otwartą głową muszą sięgać po ten stary panegiryk. Nachodzi mnie refleksja, że czas byłby wielki na przetłumaczenie którejś z nowszych biografii francuskich, np. książki Laurenta Dingli z 2004 r. (biografii mocno psychologizującej, koncentrującej się na psychopatycznym charakterze tyrana), czy wręcz którejś z klasycznych pozycji z historiografii anglosaskiej, która nigdy nie przeżyła takiej marksowskiej zapaści, co historiografie francuska i polska.
Tylko, co ja sobie roję o tłumaczeniach Laurenta Dingli, skoro do tej pory nie doczekaliśmy się nawet wydania w Polsce ‘Rewolucji” Fureta, czy ‘Słownika Rewolucji’ Fureta i Ozouf, o mniej pomnikowych dziełach nawet nie wspominając. Mamy olbrzymie zaległości edytorskie, których ofiarą, jak widzę, pada właśnie kolejne pokolenie studentów skazanych na czerpanie wiedzy z Baszkiewicza. Smutne.