Posty otagowane 'koalicja'

Nieznośna lekkość głosu

Lada moment, w kraju zapadnie cisza wyborcza, która zapewne zostania naruszona przez faszystowskich wywrotowców, rozklejających ostatnie plakaty, bądź inszych panów wznoszących po wyjściu z pubu okrzyki na część “Przewodniczącego …”. W niedzielę, nieco większa niż zazwyczaj ilość obywateli pójdzie do urn, zaś o godzinie 19.50, Justyna Pochanke podskoczy z zachwytu, bądź powtórzy swój zmieszany wyraz twarzy sprzed dwóch lat. Co będzie potem, nie wie chyba nikt, choć niewykluczone, że w kwartecie Kaczyński-Kwaśniewski-Pawlak-Tusk zawarto już jakieś dżentelmeńskie umowy i opito je “na obie nóżki”. Nie będę zaprzeczał, lubię się bawić w proroka, jak chyba każdy średnio zainteresowany polityką Polak. Postanowiłem spisać kilka okołowyborczych impresji:

1) Materia kaczystowska jest bardzo złośliwa i wydaje mi się, że nawet w wypadku przegranej i nie znalezienia się w rządzie, to ona może wyjść najlepiej na tych wyborach. Wynika to z założenia, że PiS najlepiej czuje się w opozycji. Przypuśćmy, że Tusk bierze nawet pełnię władzy po wyborach. Chyba każdy sobie zdaję sprawę z tego, że czteroletnia kadencja to wystarczający czas, żeby wiele spraw zaprzepaścić, a także za krótki, aby głęboko kraj zreformować. Oprócz tego, potrzeba ostrego marketingu politycznego, szczególnie w naszej obecnej demokracji, która jak słusznie skomentował podczas dzisiejszej lekcji WOSu Kamil- nabiera kolorów. Właśnie w tej demokracji, Platforma będzie musiała poświęcać autopromocji rządu jeszcze więcej uwagi, niż Kaczyńscy. PO idzie po władzę w bardzo trudnym momencie- magiczne dla głosującej klasy średniej wskaźniki gospodarcze zaczną się niedługo uspokajać, zaś planowane liberalne reformy gospodarcze jeszcze długo nie będą w tym kraju sposobem na zdobycie popularności wśród mas. W tej sytuacji zmasowana ofensywa PiSu z wykorzystaniem sloganów o “pędzącej gospodarce lat 2005-07″ i “nowej Nocnej Zmianie, dokonanej ponurą jesienią 2007 roku” może spowodować, że za cztery lata to Kaczyńscy znowu będą świętować. Oczywiście w tym czasie wiele się może wydarzyć- LiD przebije się do szerszego elektoratu, PO się zabawi CBA, w PiS nastąpi rozłam, prezydent będzie wetował niezbędne i popularne ustawy itp. A może Tusk okaże się takim, swego czasu mocno promowanym w “Dzienniku”, konserwatywno-liberalnym księciem pokoju? Tak, wszystko się może zdarzyć, choć przewodniczący Donald prędzej pozostanie wyluzowanym “bratem łatą” swoich wyborców (zresztą jego postawa przez ostatni tydzień to majstersztyk, nie tyle nawet populistyczny, co po prostu polityczny) niż dostojnym i podziwianym księciem.

2) Po debacie z Kaczyńskim, obstawiałem, że przywódca Platformy zażył jakiś stymulujący narkotyk. Bo cóż to za Tusk, bez “kompleksu Jarosława Kaczyńskiego” (frustracja ostatnich dwóch lat), “kompleksu prezydenckiego” (porażka w 2005 roku) i lekkiego poddenerwowania? No cóż, to jest nowy Tusk. Polityk, który nie próbuje być sprytniejszy, niż mistrzowie cynizmu, oraz nie ma niebotycznych aspiracji na, Bóg wie jakiego męża stanu. W tym przypadku potwierdza się stare prawidło, które mówi, że najlepiej jest być sobą. Oczywiście głupio to brzmi w aktualnym, postpolitycznym kontekście, ale obecny wizerunek “dobrego opiekuna klasy średniej” chyba najbardziej pasuje do miękkiej osobowości, jaką w gruncie rzeczy jest Donald Tusk. Już parę miesięcy temu przemknęło mi przez myśl, że nienawistny Kaczyński jest najwyżej śmieszny, ale nienawistny Tusk to już doprawdy groteska. Bo o ile ten pierwszy jest po prostu wysokiej klasy ekspertem od politycznej agresji z naturalnym talentem, o tyle drugi po pierwsze tego nie potrzebuje (z uwagi na inny elektorat), a po drugie nie potrafi.

3) Wyjdę na paranoika, ale chyba najbardziej zadowolonymi z wygranej PO, będą TVN i Dziennik. Energia z jaką publikują kolejne “przełomowe” sondaże jest nieskończona, zaś w ciągu tygodnia ciche, społeczne przekonanie, że “PiS i tak wygra” (swoją drogą podejrzewałem, że to też swego rodzaju gierka, mająca zmobilizować wyborców do osłabienia partii rządzącej) zmieniło się w pewność triumfu partii Tusk. Instynktownie czuję tu świetną sposobność do powtórki z 2005 roku, kiedy “ciemnogrodzianie” sprawili ludziom psikusa i wynieśli do władzy swoich “oszołomskich kandydatów”. Co do faworyzowania przez TVN, to nie wiem jak ktoś przyzwoity może mówić po debacie Kwaśniewski – Tusk, że wygrał ten drugi. Ci, którzy trochę czytają mojego bloga, znają mój stosunek do postkomunistycznej nomenklatury. Nie przyznałbym zwycięstwa jej czołowemu symbolowi bez powodów. A wydaje mi się, że w tej najprzyjemniejszej do oglądania (miano “najsympatyczniejszej” przyznaję pojedynkowi Giertych kontra Miller) walce “klasyczny Kwaśniewski” rozjechał nieco zagubionego i zbyt pewnego siebie Donalda. Przypadkowo, komentatorzy stacji ITI ogłosili remis, bądź przewagę kandydata PO. Nie będę komentował sondaży “kto wygrał”, ponieważ cisną mi się na język różne nieciekawe oskarżenia. Fakt faktem, jeden Marek Migalski wyłamał się i stwierdził, że zdecydowaną wiktorię odniósł były prezydent, tyle, że ten politolog jest raczej prorządowy, więc kto by mu wierzył?

To tyle, aczkolwiek jutro zapewne nie powstrzymam się od wrzucenia paru dodatkowych uwag. Szczerze współczuję wyborcom (w tym roku, do tego szacownego, ponad trzydziestomilionowego grona, zalicza się również masa moich drogich rówieśników). Nie tylko wyboru pomiędzy “mniejszymi złami” (to akurat trapi niemal wszystkie europejskie demokracje, nie martwcie się). Smutniejsza jest owa nieznośna lekkość głosu oddanego na dwie czołowe partie- pamiętajcie, że owa kartka jest lekka niczym piórko i wystarczy podmuch politycznego wiatru, aby z wyrazu poparcia dla rządów “nowoczesnego” PO-LiDu, stało się pomocą dla “europejsko-ludowego” PO-PSL. To się nazywa wybieranie “reprezentantów własnych poglądów”, nie?

P.S. Nie polecam Latarnika Wyborczego, bo wychodzą przerażające wyniki, do których wstyd się przyznać.


Kategorie

Archiwa