Z braku pomysłów na napisanie czegoś merytorycznego, rozwijam swój zmysł estetyczny. Kumpel polecił mi przed chwilą adres ciekawego bloga z gatunku tych o wszystkim i o niczym. Takie lubię najbardziej, serio. Przeglądając go, znalazłem zdjęcie instalacji, wykonanej przez Kolumbijkę Doris Salcedo na Biennale Sztuki w Stambule. Zabawne:

O ile do multum rzeczy, które kryją się pod określeniem “sztuka współczesna” podchodzę dosyć staroświecko (czytaj, szukam czegoś co mnie uwodzi estetycznie), tak powyższe dzieło przemawia do mnie w jakiś inny sposób. Może jestem nadwrażliwy w kwestiach Żydów, Holocaustu etc., ale pierwszym skojarzeniem jakie pojawiło się w mojej głowie na widok wielkiego stosu krzeseł było Sztutowo i zebrane w jednym baraku ogromne ilości butów, ściągniętych z wymordowanych. To trochę naciągana interpretacja, jak ta teoria, że po Holocauście nie ma już sztuki, ale cóż mi się szkodzi nią podzielić? Bo wcale nie jestem pewien, czy dzieło Salcedo nawiązuje tylko nieświadomie.