Zachodnia Europa jest nudna. Ta myśl to najważniejsza nauka jaką wyciągnąłem z minionych, wakacyjnych wypraw. W ciągu ostatnich miesięcy widziałem Żytomierz, Korostyń, Sighisoarę, Kluż, Oradeę, Budapeszt, Berlin i Drezno, a także wiele z wiejskiego i miasteczkowego planktonu pomiędzy nimi. Ukraina i Rumunia to miejsca, do których na pewno jeszcze nie raz wrócę. Podobnie Berlin, który pomimo, że pretenduje do miana stolicy starej Europy jest naprawdę nietuzinkowy. Niestety, nie mam takich uczuć po odwiedzeniu Drezna. Owszem, jest to bardzo piękne miasto- pełne śladów po wettińskim przepychu i imponujących budynków. Aż tyle i tylko tyle. Interesujących ludzi już dawno zastąpili starsi państwo, których ambicją jest napić się piwa i wyrobić normę zwiedzenia miejscowych zabytków. Abstrahując od faktu, że trudno jest w Niemczech rozmawiać o wojnie z ludźmi w wieku emerytalnym, w tym miejscu nikt już nie jest zainteresowany podtrzymywaniem tradycji i zwyczajów. Oczywiście trochę generalizuję, niemniej o wiele bardziej fascynują mnie opowieści osiemdziesięciolatka, który przyjechał modlić się przy kozackich mogiłach pod Beresteczkiem, niż tego pijącego piwo w pubie pod świeżo odbudowanym barokowym kościołem w Dreznie.
Czasami się obawiam, że fascynacja krainami na Wschodzie i Bałkanach jest podobna do tej jaką przejawiają niektóre mieszczuchy wobec wsi. Leniwe, pijackie życie ukraińskiej prowincji czy rutynowa przechadzka ukraińskiego pasterza z kozami- takie widoki możnaby zapewne zobaczyć też gdzieś w Polsce. A jednak fakt, że jest nieco goręcej, proste twarze są bardziej ogorzałe, zaś język jest zupełnie niezrozumiały (Rumunia, nie wspominając o Węgrach) sprawia, że czuje się egzotykę. W graniczącej z Węgrami Oradei Europę da się wyczuć głównie po budynkach. Tak jakby naprawdę zaczynała się w Budapeszcie, może Debreczynie. Istnieją w Siedmiogrodzie miejsca, gdzie nad Friedmanem, Habermasem czy Baudrillardem nadal górę biorą apostołowie, Jezus Chrystus czy miejscowy pop. Dla zwykłych Rumunów Unia Europejska i płynące z niej pieniądze są zapewne dobrodziejstwem, co nie zmienia faktu, że w dłuższej perspektywie i nad wybrzeżem Morza Czarnego będzie nudno. Tak samo, jak w tych wielkich europejskich stolicach, które już teraz odwiedzam przede wszystkim dla muzeów. Miasta będą się wyróżniać estetycznymi walorami, ale tylko tym, bo ludzie już będą przede wszystkim Europejczykami- połączonymi prostą kulturą, być może nawet pewnymi wartościami. To wielka wizja, niemniej bardzo nudna. Póki co, mogę zagwarantować każdemu kto chce zobaczyć Transylwanię, że Rumunia jeszcze nie jest modelowym krajem europejskim (skąd oni się wzieli w UE?), tylko fascynującą, wschodnią krainą.
Fotografia widoczna w nagłówku została wykonana przez Mikołaja Starzyńskiego, którego więcej fotografii znajdziecie na jego fotoblogu. Polecam także prowadzony w czasie podróży dziennik.

