Posty otagowane 'wstyd'

Łagowski, odmienianie lewicy i brak pomysłu na Polskę

Na stronach portalu gazeta.pl znalazłem ostatnio wywiad z Bronisławem Łagowskim. Jest to postać bardzo ciekawa, którą warto zapamiętać nie tylko ze względu na długą obecność w PZPR. Ale dzisiaj nie o nim samym, tylko o rodzimej lewicy, której problemy tak świetnie diagnozuje profesor. Do jego rozmyślań, pozwolę sobie dołożyć parę własnych.

Łagowski zdaje się być uprzedzony do aktualnego wizerunku LiDu i samej idei sojuszu z liberałami. Nic dziwnego, w końcu podobnie jak Urban (oczywiście redaktor naczelny “NIE” to postać nieco innego formatu) ma on sentyment do późnopeerelowskich “technokratów”. Odnoszę wrażenie, że to jeden z tych ludzi, którzy wierzyli, że nawet siadanie przy okrągłym stole było poważnym błędem i pofolgowaniem “solidaruchom”. Do dziś gorzko tego żałują, ponieważ utworzona na prędce opozycyjna elita szybko wyrugowała ze stołków partyjnych wyjadaczy. Szybko dał znać o sobie brak doświadczenia i politycznej ogłady- to właśnie one w dużej mierze sprawiły, że młoda III RP popełniała tyle błędów. Jeśli ktoś trzeźwo obserwował najnowszą historię Polski i nie przyjął PiSowskiego punktu widzenia, zdoła zauważyć, że Geremek, Onyszkiewicz i liberalna część “Solidarności”, wcale nie kochali partyjnych aparatczyków. Owszem, często się z nimi stykali, ale ich formalny sojusz z SLD nie wynika wcale z sympatii do “moskiewskich agentów”. Jest to taktyczne porozumienie z ludźmi pokroju Kwaśniewskiego czy Dubaniowskiego, którzy w innym świecie byliby zapewne wyluzowanymi, “giddensowskimi” socjalistami.

Problem leży w tym, że nie żyjemy w innym świecie, w którym na przykład Warszawę w 1944 roku wyzwolili Amerykanie, zaś przez ostatnie kilkadziesiąt lat budowano modelową demokrację, gdzie partie istnieją dłużej niż kadencję i mają chlubne tradycje. Żyjemy w rzeczywistości, w której były prezydent jest umoczony w niejedną aferę, zaś nawet najgłupsi wyborcy wiedzą, że jeden Olejniczak wiosny nie czyni i niektórzy w SLD nadal tęsknią za Millerem. Nawet biorąc pod uwagę, że w tym momencie Polska wkracza na harmonijną drogę rozwoju i radykałowie będą się zmiękczać, zaś partie polityczne będą się stawać coraz bardziej centrowe, LiD jest pomysłem, który będzie skuteczny za 10-15 lat.

Tak twierdzę, ponieważ z tego co widzę, a patrzę przez pryzmat przeciętnego mieszkańca wielkiego miasta, LiD chce być partią liberalną. No, może z jakimś przebojowym, socjalistycznym dodatkiem, ale bez przesady- zgodnie ze znaną w politycznie poprawnej Europie zasadą, że radykalizm jest nieelegancki. To zresztą ciekawy przypadek, że Partia Demokratyczna, która miała być intelektualnym “kwiatkiem do kożucha”, po cichu nadaje linię ideologiczną całej koalicji. W każdym razie mówiłem coś o liberalizmie i chyba muszę się nieco kontrolować, bo jak ma mówić o wolnym rynku partia, która nie określiła się wobec swojej, bardzo czerwonej przeszłości? Wielu wyborców nadal uznaje proste równanie “PZPR=SDRp=SLD”, do którego jeszcze można opcjonalnie dopisać “=LiD”, choć moim zdaniem ten “historyczny kompromis” jest już w jakiś sposób znaczącym odcięciem się od lat PRLu. Jeszcze przed jej zawiązaniem byłbym skłonny uwierzyć, że Sojusz zdoła odebrać PiSowi elektorat socjalny (swoją drogą to chyba on był niegdyś tym “betonowym” dla Millera i spółki, czyż nie?). Dzisiaj widzę tylko jedną drogę- polskie Bad Godesberg. Nagłośnioną medialnie konwencję partyjną, na której Olejniczak twardo by się odciął od dorobku PRLu oraz ostatecznie zaprzestał kokietowania sierot po PRL. Wojnę ze starymi działaczami i tak już rozpoczął, wyrzucając byłego premiera i Marka Dyducha. Kwaśniewski powoli odchodzi do lamusa, a warto pamiętać, że istnieje grupa działaczy, którzy działali w Partii, a wcale nie są kojarzeni jako “komuchy”. Widać tendencję do walki z PO o wyborców z dużych miast, szczególnie tych mitycznych “młodych”, którzy odpowiednio połechtani i lekko zmanipulowani potrafią być tak znaczącą siłą. Ich poglądy polityczne dopiero zaczynają się kształtować, ponieważ pójście do urn było jedynie aktem dania po twarzy Kaczyńskim, a nie jakąś jednoznaczną deklaracją, że “młodzież chce mdłej prawicy u władzy”. Myślę, że wielu moich rówieśników czeka na polską lewicę a la Blair, taką która sprawnie zarządzając państwem stwarzałaby przynajmniej wrażenie zaangażowanie w kwestie nierówności społecznych itd. Nie jest to projekt nierealny, choć zakłada co najmniej skuteczne pognębienie Platformy w następnych wyborach.

Na koniec wrócę do Łagowskiego, którego wypowiedzi świetnie wpisują się w krytykę III RP, uprawianą przez lewą stronę sceny politycznej. Jest coś w tezie, że “Solidarność” tak naprawdę nie miała żadnego programu dla nowej Polski. Był monetaryzm Balcerowicza, dyplomatyczne zaloty wobec Zachodu, a także nieco nieudolnie prowadzona prywatyzacja, ale trudno zbić argument Urbana, że duża część opozycjonistów nie była przygotowana do rządzenia. Nie mówiąc o prostych związkowcach, duża część inteligencji zdawała się tkwić w nieco archaicznych, często przedwojennych marzeniach i projektach (konserwatyści a la Hall, socjaliści a la Bugaj). Jednym z niewielu ludzi z głową na karku okazał się Adam Michnik, człowiek niewątpliwie mający własną wizję i konsekwentnie ją realizujący. Nie kocham go, ani nie uważam za wcielonego, wszechmocnego szatana, ale niewątpliwie wielki wpływ jaki posiada na nasz kraj i debatę publiczną, wynika właśnie z faktu, iż ma jakiś pomysł na Polskę. Jest on dosyć dziwaczny, czasem ojkofobiczny, zaś niekiedy trochę absurdalny, ale jest. Można go określić ogólnikowo jako “tolerancyjny”, “nowoczesny” itp. Każdy kto styka się co jakiś czas z mediami Agory rozumie mniej więcej o co chodzi. W prawdziwie demokratycznych krajach wizji państwa jest zawsze więcej, dlatego Polacy w 2005 roku zachłysnęli się, w gruncie rzeczy bardzo prymitywną i niedokończoną ideą IV RP. To komunał, ale z jednej strony Kaczyńscy stworzyli sobie całkiem pokaźną grupę wielbicieli, zaś z drugiej jeszcze większą wielomilionową grupę wrogów. Gniew tych ostatnich jest szansą dla dużej formacji liberalnej, która wiedziałaby, że przed kamerą trzeba być Unią Wolności, a w zakulisowych walkach politycznych Prawem i Sprawiedliwością. Myślę, że Olejniczak o tym wie, i nie bez powodu uciął rozmowy o koalicji z Platformą. Przy odrobinie rozsądnego działania, słupki sondażowe PO będą spadać proporcjonalnie do wzrostu notowań LiDu. Mając wizję Polski, konkretniejszą niż obecna (zawierająca się w słowach “powrót do tradycji III RP, Europa, nowoczesność”), Lewica i Demokraci mogą stworzyć podwaliny solidnej, postpolitycznej i nowoczesnej centrolewicy.


Kategorie

Archiwa